 |
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
Kajakiem do Polski 2006
Po kilku latach rozmyslan i planowania, zdecydowalismy sie przeplynac kajakiem ze Skåne do portu w Kolobrzegu przez Bornholm .W sobote 1 lipca 2006 roku zabralismy kajaki z bazy kajakowej w Ekerö. Na dachu samochodu przewiezlismy Vivianne i Millennium Expedition (nasze kajaki) do latarni morskiej przy Sandhammaren na wschodnim wybrzezu Skåne.
Wieczorem na miejscu zapakowalismy dokladnie prowiant, aby wyplynac wczesnym rankiem nastepnego dnia. Noc spedzilismy w poblizu za wydmami.
Promienie sloneczne i lekki wiatr obudzily nas o swicie. Towarzyszylo nam fantastyczne a zarazem dziwne uczucie; za chwile ruszymy w kierunku horyzontu! Prognozy pogody wskazywaly dobry czas na rozpoczecie wyprawy: ladna pogoda i umiarkowany wiatr przez nastepnych kilka dni.
Wzielismy kurs na polwysep Hammar (Bornholm). Prad i polnocno-wschodni wiatr sciagnely nas z kursu na zachodnia strone Bornholm. Pomimo bocznego wiatru i wzrastajacych fal udalo nam sie przeplynac odcinek 40 km bez wiekszych trudnosci. Po dziewieciu godzinach wioslowania dobilismy do malej plazy otoczonej skalami i zielenia. Niesamowitym uczuciem bylo zasniecie na rozgrzanej plazy przy zachodzie slonca Przyplynelismy przeciez kajakiem do innego kraju!
Caly nastepny dzien wioslowalismy zachodnim brzegiem Bornholm.
W Rönne zatrzymalismy sie zeby zakupic prowiant i rozprostowac kosci.
Niestety wiatr odwrocil sie i wial nam prosto w twarz, dlatego odcinek 45 km byl znacznie trudniejszy niz sie spodziewalismy.Wieczorem kilometr od brzegu spotkalismy AddQ , jacht ktory przyplynal ze Sztokholmu i mial nas eskortowac. Wciagnelismy nasze kajaki na poklad jachtu zeby przygotowac sie na nastepny odcinek. Zaloga poczestowala nas chlebem i goracymi flakami. To byla uczta dla naszych zoladkow.
Humory i pogoda nam dopisywaly; gladka jak lustro tafla wody i bezchmurne niebo. Po krotkim rozmyslaniu postanowilismy polozyc sie na 5 godzin i wyruszyc nastepnego dnia rano.
O 07.00 wsiedlismy do kajakow i wyruszylismy w droge. Morze bylo nadal spokojne ale wiedzielismy ze wraz ze wschodem slonca powieje rowniez wiatr. Przed nami mielismy 100 km wioslowania na otwartym morzu wiec staralismy sie doplynac jak najdalej przy spokojnej wodzie. Po przezyciach ostatnich dni i z adrenalina pulsujaca nam w zylach bylismy bardzo podekscytowani nadzieja ze dotrzemy do ladu za 20 godz. Taki mialismy plan.
Z czasem sila wiatru wzrosla do 9 m/s a morze rozkolysalo sie. Nie mielismy problemu z utrzymaniem rownowagi na falach ale bylo to wyczerpujace fizycznie i psychicznie oraz wymagalo od nas pelnej koncentracji.
Regularnie sprawdzalismy pozycje, odleglosc i predkosc zeby utrzymac dobry kurs. W tym czasie jedlismy i pilismy( chleb razowy, musli, energi-gel, banany , jablka, wode, napoje z kolhydratami) oraz pomagalismy sobie utrzymac balans kiedy nadchodzil czas na zalatwienie potrzeb fizjologicznych.
Kiedy slonce zaszlo za horyzont zrobilo sie chlodno, pozniej nadeszlo rowniez zmeczenie. i bylo nam duzo ciezej pokonywac rozkolysane morze. W srodku nocy zobaczylismy wreszcie swiatelko migajace na horyzoncie. Okreslilsmy na mapie ze to jest latarnia morska w Kolobrzegu. Nasze serca zabily mocniej
Niestety pozniej przekonalismy sie okreslenie odleglosci na wodzie wcale nie jest latwe.
O wschodzie slonca ciagle mielismy latarnia w zasiegu wzroku a mijajace godziny wcale nie zblizaly nas do niej. Wciaz byla tylko malym punkcikiem na horyzoncie, takim samym ktory zobaczylismy w nocy. Plynelismy pod wiatr , wedlug GPS wioslowalismy z predkoscia 1wezla. Mielismy jeszcze wiele kilometrow do brzegu.
Brak snu dokuczal nam coraz bardziej wiec opieralismy sie o siebie nawzajem zeby ”zdrzemnac sie” chociaz na minute. Balismy sie ze kiedy zasniemy to stracimy rownowage i przewrocimy sie.
Wypilismy litry kawy i napojow kofeinowych aby nie spac. To wplynelo zle na nasze zoladki i czulismy sie zle przez reszte drogi. Kiedy wczesniej uczestniczylismy w Marathonie, dlugodystansowych tratlonach czy oplywalismy jezioro Vättern zawsze moglismy spakowac sie i podziekowac kiedy mielismy juz dosc. Tym razem bylismy zmuszeni kontynuowac.
Po 24 godz i 15 minutach doplynelismy do najdalej wysunietych w morze kamieni. Cialo ludzkie jest niesamowite (nagle odzyskalismy sily) i z energia powioslowalismy do portu.
W porcie przywitalo nas dwoch zdziwionych celnikow, ktorzy na nasz widok kiwali tylko glowami. Wcale sie im nie dziwimy: nie wygladalismy swiezo a i pachnialo od nas nie najlepiej!
Smaczne polskie jedzenie, kapiel a pozniej sen byly zakonczeniem naszej wyprawy.
Chcemy podziekowac Kornelowi Koziczynskiemu i zalodze AddIQ za dotrzymywanie nam zolwiego tempa (dla lodki tej wielkosci) i slowa dopingu., oraz firmie ”Elfa” za ofiarowanie nam GPS Magellan Explorist ktory dzialal idealnie w tych ekstremalnych warunkach.
/Grzegorz Rozik i Johannes Bråkenhielm
Lipiec -06
|
 |
Splyw Kajakowo Zeglarski 2005
- Dzien 1 sroda 4/05 05
Jestem w porcie od godz 17.00. Wyplywamy punkt 19.30. Jest brzydka pogoda, pada deszcz. Nie tak mocno ale kropi mocno. Pyniemy na silniku. Zaloga to : Ewa V, Maciek V, Janusz D, Victoria I, Adam R i ja Veronika oraz pies Jimmy Henrix. O godz 19.45 wyciagamy zagiel a dziesiec minut pozniej juz go zwijamy i wlanczamy silnik. Ja siedze w srodku, rysuje obrazki i pisze ten dziennik. 20.10 jemy kolacje. Kanapki robia Veronika, Viki i Ewa. Bedziemy tez jedli nudle. Kanapki sa z pomidorem, serem, szynka i pasztetem. Jimmy spi cala podróz, jak narazie (leniuch). 20.20 podane zostaly nudle. Juz ominelismy sluze i wszystkie mosty. Poszlam spac o godz 22.00.
- Dzien 2 czwartek 5/05 05
Z Vaxholm wyplywamy o godz 10.45. Plyniemy na silniku. Jest dosyc lada pogoda. Swieci slonce. O godz 11.50 przyplywa Kornel z Matilda, Kornelia, Cribbem, Paulina i Kuba. Jest bardzo ladna pogoda. Swieci slonce bardzo mocno. Jest super pogoda. O godz 12.00 jemy.
Ja i Veronika leze z Jimmym na pokladzie i opalamy sie. Viki zmywa, Adam rysuje a Ewa, Maciek i Janusz steruja i patrza w mapy. Ewa jak zwykle tylko robi zdjecia. Teraz Ewie znudzilo sie robic zdjecia wiec tez sie opala. Jimmy kapal sie w Vaxholm. Skoczyl dwa razy do wody za kaczkami, pozniej bylo mu zimno wiec teraz opala sie.
Kornel kupil sobie Bavarie 42, duza zaglowke jeszcze wieksza od Katariny. Veronika, Ewa i Jimmy spia na pokladzie. O godz 15.20 stajemy w jakims porcie. Przychodzi kobieta, daje nam ochrzan i fotografuje jachty. Wtedy zapytalam sie jej "Ska du bli en fotograf?" ale chyba nie slyszala. Pozniej wyplywamy z tego portu i plyne u Kornela czyli na ADD IQ. Wieczorem stajemy w porcie Bullandö Marina. Na kolacje jemy kielbaski z chlebem. Ja to jadlam na ADD IQ. O godz 10.30 siedzi Veronika, Kornelia, Mathilda, Vicki i Jimmy i gramy w pytania.
- Dzien 3 piatek 6/05 05
Kornelia i Mathilda spaly u nas na lodce. Rano na sniadanie jadlam kanapki. Po sniadaniu prawie wszyscy kupili sobie lody. Wyplywamy z portu i plyniemy do Sandhamn. Tam zatrzymalismy sie na pare godzin. Bylo fajnie ale Veronia, Mathilda i Kornelia poklocily sie.
O godz 18.00 wyplywamy z Sandhamn. Scarlet, Katarina i ADD IQ plyna na zaglach. Jest ladna pogoda. Jest wieczor godz 20.55 gdy wplywamy do zatoczki.Tam spotykamy kajakarzy oraz Nikonike ktora stoi tam juz dosyc dlugo.
- Dzien 4 sobota 7 /05 05
Wyplywamy z zatoczki i plyniemy do Grindö. Doplywamy do portu na Grindö. Idziemy na spacer. Mathilda i ja wspielysmy sie na wielka skale, tak duza ze Cribbemy wlosy stanely na glowie gdy nas zobaczyl. Stal na dole i krzyczal "nie wchodcie tam"/x2. Pozniej poplynelismy do Vaxholm i wszyscy rozeszli sie. O godz 22.00 mielismy wrocic a o 22.30 wszyscy mieli lezec juz w kojach. Dorosli mieli narade na ADD IQ.
- Dzien 5 niedziela 8/05 05
Wstajemy rano w Vaxholm i po sniadaniu wszyscy znow sie rozeszli. Ja, Kornelia, Mathilda, Ewa, Maciek i Janusz poszlismy do sklepu zeglarskiego a pozniej Ania i Kornel dolaczyli do nas i poszlismy na lody. Mielismy wyplynac o godz 12.00 ale Natalia, Lukasz i Patryk zamowili pizza na która dlugo czekali wiec wyplywamy o godz 12.30. Na Scarlet jest Ewa, Maciek, Janusz, Cribbe, Adam, Veronika oraz Jimmy. Plyniemy na zaglach. Jest ladna pogoda. O godz 14.50 wplywamy do sluzy. 16.00-17.00 sprzatamy na lodce. O godz 17.00 wplywamy do portu w Vårberg. Katarina juz tam stoi. Jest bardzo ladna pogoda. Slonce swieci bardzo mocno. Teraz bedziemy wplywac, Luksz nas lapie. Kasia, Ola i Natalia myja ponton. Wszyscy na wszystkich lodkach sprzataja. Ja, Cribbe i Adam myjemy poklad. Teraz zginela Natali komorka. Jedni pracuja jeszcze, inni pija kawe a czesc idzie do domu. Tak oto odbyl sie Splyw Kajakowo Zeglarski 2005.
Spisane przez Veronike "Klopsik" Virkenborg
|
 |
|
 |